- Po co dwie - zawołałem- Druga
strażak Sam |katalog |Bracia Koala

„— Po co dwie! — zawołałem.
— Druga dla mnie — uśmiechnął się melancholijnie Dawidowicz. — Nie mogę narażać żony na kłopot. Teraz jestem zaprzyjaźniony i gdyby pan też chciał na wszelki wypadek...
— Nie! — ryknąłem. Dawidowicz wysunął się, przerażony mym okrzykiem. Ból chwycił mnie znowu; miałem teraz udać się na pertraktacje z Włochem, które toczyły się za ścianą. Wstałem i oparłem się obiema rękami o biurko. Powinienem był zaraz zadzwonić do prezesa, wyznaczyć zastępstwo, przekazać sprawy i w ogóle działać jak człowiek, który po latach definitywnie odchodzi za parę godzin. A jednak nie uczyniłem nic oznaczałoby to akceptację bezlitosnego wyroku profesora, a do tego nie byłem jeszcze przygotowany. Postanowiłem działać, jak gdyby nic się nie stało, dopóki mnie ból nie złamie. Właśnie weszła Bożena.
—Są interesanci — powiedziała z uśmiechem. Oczy jej błyszczały zdrowym, zwierzęcym optymizmem. Nagle mój ból ustąpił. Chwyciłem ją za łokieć; natychmiast się przysunęła dotykając mnie biodrem. Ta jej gotowość zaraz poprawiła mi humor.
—Prosić! — zawołałem.
Ale był to ostatni nawrót beztroskiego optymizmu. Przy rozmowie z Włochem, który rzeczywiście zainteresował się pomysłami Radniewskiego, ból powrócił znowu i już mnie nie opuszczał przez resztę dnia. Wykonywałem czynności automatycznie, jak gdyby w półśnie, uczestniczyłem w jakiejś naradzie, sporządzałem notatki, odbyłem parę rozmów, nawet dyskutowałem i kłóciłem się zażarcie, ale działo się to poza mną, nawykowo, z rozpędu, którego nie mogłem zahamować. Jeszcze przed wyjściem nasłuchałem się plotek o Bożenie, dostarczonych przez siostrę naszej referentki. Przyjaźniła się ona kiedyś z Bożeną i stała się jej powiernicą, a teraz wszystko sypała. Słuchałem tego nie słuchając, ale mózg mechanicznie rejestrował fakty i uświadomiłem je sobie dopiero nazajutrz.“(13)



katalog |Wakacje |sklep dla dzieci