strona www |katalog |Sąsiedzi
„Ale jak wobec tego wyglądają skarby samego nizama
Zdaje się, że nikt tego nie wie, z właścicielem włącznie. Rzecz nie do uwierzenia, ale Siódmy Nizam Hajdarabadu żył jeszcze i opowieści o nim, brzmiące trochę jak wschodnie bajki, wcale nie były bajkami. Kiedy byłem w Hajdarabadzie, niewiele brakowało, żebym zobaczył nizama na własne oczy. Nie udało mi się to, ale nie żałuję. Nigdy nie zebrałbym tylu opowieści, anegdot i wypisów źródłowych, gdybym po prostu porozmawiał z nim, jak z każdym innym człowiekiem.
A są to anegdoty i opowieści, jakich nie można usłyszeć nigdzie więcej na świecie. Tylko tu, w samym środku Indii.
Na przykład w roku 1958 nizam ni stąd ni zowąd postanowił spieniężyć część swoich skarbów. Dla kaprysu, rzecz jasna, bo na życie naprawdę nigdy mu nie brakowało. Zaprosił więc do Hajdarabadu sześciu szwajcarskich jubilerów, aby oszacowali wartość jego, nazwijmy to tak, biżuterii.
Szwajcarzy byli pierwszymi w ogóle cudzoziemcami, których wpuszczono do skarbców nizama; od trzystu lat nikt nie widział na własne oczy tych legendarnych bogactw. Jubilerzy siedzieli w podziemiach pałacu przez cały tydzień, po dziewięć godzin dziennie i z każdym dniem, jak opowiadają w hajdarabadzkim hotelu „Ritz", byli coraz bliżsi obłędu. Pod koniec tygodnia przestali już prawie rozmawiać ze sobą. Wreszcie, siódmego dnia, odmówili przyjęcia posiłfiów, sączyli tylko whisky i domagali się lodu — dużo lodu. Można to zrozumieć najdzikszy sen europejskiego jubilera byłby tylko pozbawioną fantazji szarzyzną w porównaniu ze skarbami zalegającymi piwnice pałacu nizama.“(11)
precel |BetFair |katalog
„Ale jak wobec tego wyglądają skarby samego nizama
Zdaje się, że nikt tego nie wie, z właścicielem włącznie. Rzecz nie do uwierzenia, ale Siódmy Nizam Hajdarabadu żył jeszcze i opowieści o nim, brzmiące trochę jak wschodnie bajki, wcale nie były bajkami. Kiedy byłem w Hajdarabadzie, niewiele brakowało, żebym zobaczył nizama na własne oczy. Nie udało mi się to, ale nie żałuję. Nigdy nie zebrałbym tylu opowieści, anegdot i wypisów źródłowych, gdybym po prostu porozmawiał z nim, jak z każdym innym człowiekiem.
A są to anegdoty i opowieści, jakich nie można usłyszeć nigdzie więcej na świecie. Tylko tu, w samym środku Indii.
Na przykład w roku 1958 nizam ni stąd ni zowąd postanowił spieniężyć część swoich skarbów. Dla kaprysu, rzecz jasna, bo na życie naprawdę nigdy mu nie brakowało. Zaprosił więc do Hajdarabadu sześciu szwajcarskich jubilerów, aby oszacowali wartość jego, nazwijmy to tak, biżuterii.
Szwajcarzy byli pierwszymi w ogóle cudzoziemcami, których wpuszczono do skarbców nizama; od trzystu lat nikt nie widział na własne oczy tych legendarnych bogactw. Jubilerzy siedzieli w podziemiach pałacu przez cały tydzień, po dziewięć godzin dziennie i z każdym dniem, jak opowiadają w hajdarabadzkim hotelu „Ritz", byli coraz bliżsi obłędu. Pod koniec tygodnia przestali już prawie rozmawiać ze sobą. Wreszcie, siódmego dnia, odmówili przyjęcia posiłfiów, sączyli tylko whisky i domagali się lodu — dużo lodu. Można to zrozumieć najdzikszy sen europejskiego jubilera byłby tylko pozbawioną fantazji szarzyzną w porównaniu ze skarbami zalegającymi piwnice pałacu nizama.“(11)
<<<< Niemcy poza Radzymin
| Umilkł i zaczerpnął tchu >>>>
precel |BetFair |katalog